marcinMarcin, młody człowiek z Polski, przybył do Wielkiej Brytanii jak wielu innych Polaków w poszukiwaniu pracy. W Polsce pracował przy produkcji form z tworzyw sztucznych.

Jego tygodniowa płaca była bardzo niska, z ledwością mógł z niej wyżyć. Jego znajomy powiedział mu, że może wyjechać do pracy do Anglii, by zarobić od 250 do 300 funtów tygodniowo.

Dostał namiary agencji, która miała zająć się zorganizowaniem podróży, znalezieniem zakwaterowania i pracy. Zgodził się i poszedł do biura, gdzie zaprezentowano mu pracę, którą miał wykonywać w Anglii: na zmywaku w hotelu lub restauracji w Nottingham. Czuł, że to była dobra okazja, więc zgodził się, by agencja znalazła lot do Anglii, opłaciła bilet, który miał spłacić w ciągu kilku tygodni z zarobionych pieniędzy.

Kiedy przybył do Anglii, odebrano go z lotniska i zabrano do Nottingham. Ale już nazajutrz został poinformowany, że propozycja pracy na zmywaku jest już nieaktualna, natomiast pojawiła się okazja do pracy w innym mieście. Marcin nie był z tego zbytnio zadowolony, ale miał dług do spłacenia i chciał przecież pracować.

Kiedy przybył do nowej miejscowości, został umieszczony w domu z innymi osobami z Polski; handlarze powiedzieli mu, że przyjdą po niego, jak już załatwią mu pracę. Zakazano mu wychodzenia z domu. Zaprzyjaźnił się z pewną parą mieszkającą w tym domu i zarejestrował się w agencji o nazwie Acorn.

Następnie zaproponowano mu zatrudnienie w piekarni; jego zarobki były mu odbierane, bo stwierdzili, że trzeba pokryć koszty długu, zakwaterowania i jedzenia. Kiedy zaczął się temu sprzeciwiać, w odpowiedzi doświadczył wiele przemocy i agresji; grożono mu i usłyszał, że jeśli nie przestanie się dopominać, to go pobiją i nie wiadomo, czy jeszcze coś gorszego mu się nie przytrafi. Marcin był zdruzgotany i bardzo zastraszony, więc robił, co mu kazano.

Tam, gdzie mieszkał przemytnicy ciągle urządzali dziwne imprezy, nie mógł więc spać, a do tego zaczęli go zmuszać do kradzieży. Kiedy został złapany przez policję był zbyt przerażony, żeby cokolwiek powiedzieć. Ponieważ nie był karany, dostał ostrzeżenie i puścili go wolno; kiedy wyszedł z komisariatu, oni już czekali na niego. Zagrozili mu ponownie i powiedzieli, że jeśli piśnie słówko, to skręcą mu kark. Marcin wiedział jedno, że chce wrócić do domu, do Polski, ale czuł się osaczony i bezradny, nie wiedział jak to zrobić.

Za jakiś czas otrzymał pomoc dzięki inspekcji GLA (The Gangmasters Licensing Authority), i został umieszczony w schronisku prowadzonym przez Medaille Trust wraz ze wspomnianą parą i innym młodym polskim chłopcem. Nie chciał nic więcej tylko wrócić doswojego kraju.

Po dopełnieniu różnych formalności zorganizowano dla niego powrót. Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji wyraziła zgodę na wspieranie Marcina w jego drodze powrotnej, a także zobowiązała się skontaktować z siecią wsparcia w Polsce, która pomogłaby mu w znalezieniu pracy. Nadal mamy z nim kontakt i wydaje się, że radzi sobie dość dobrze.